W połowie Anglik???

Stało się, po sześciu miesiącach oczekiwania dostałem dokument potwierdzający mój status rezydenta Pani Eli. Nie obyło się bez pewnych perturbacji, na szczeście tylko czasowych. Ale po kolei.

Aby stać się rezydentem UK, należy (z ewentualną przerwą nie dłuższą niż 30 dni) w ciągu ostatniego roku przebywać i pracować na terenie UK. Należy także wypełnić formularz EEA1 i przesłać go wraz z dokumentem tożsamości i odpowiednimi załącznikami do Home Office. Urząd ten na swojej stronie oznajmia, że 95% aplikacji rozpatrywanych jest w terminie do sześciu miesięcy. Po około czterech miesiącach oczekiwania na jakikolwiek odzew z ich strony (a panowała głucha cisza) zadzwoniłem do nich, aby dowiedzieć się, czy moje dokumenty wogóle do nich dotarły. Wysłane były co prawda listem poleconym, ale wiadomo, że różnie bywa. Miła pani potwierdziła, że moje zgłoszenie otrzymali i abym czekał cierpliwie. Dokładnie po sześciu miesiącach od wysłania zgłoszenia zadzwoniłem do Home Office ponownie. Tym razem jednak, pomimo kilkudniowych prób dodzwonienia się – ta akcja mi się nie udała, wszystkie linie były zajęte, o czym informował odbierający automat i zrywał połączenie, nie pozostawiając czasu na najmniejszy protest :-). Po bezowocnych próbach dowiedzenia się czegokolwiek, najzwyczajniej w świecie wysłałem do Home Office list (papierowy), że w związku ze spodziewanych zagranicznym wyjazdem na kilka dni w przyszłym miesiącu proszę ich (do czego mam okazuje się prawo w każdym momencie rozpatrywania wniosku) o zwrot mojego dowodu osobistego, który nota bene jest moim jedynym dokumentem uprawniającym do przekroczenia granicy, bo paszport zdeaktualizował mi się w tamtym roku, a prawo jazdy niestety do przekraczania granic się nie nadaje. Poprosiłem także o spodziewany czas rozpatrzenia mojego wniosku.

Ku mojemu zdziwieniu 5 dni później poleconym listem otrzymałem mój dowód osobisty, jak i status rezydenta.

A teraz całkowicie szczerze – na co mi to? Nie wiem. Powyższa książeczka (zeskanowałem tylko pierwszą stronę) informuje, że niniejszym nabywam prawo do pracy, prowadzenia działalności gospodarczej oraz życia jak (moje wolne tłumaczenie) normalny człowiek. Tylko, że… do tego wszystkiego miałem prawo także jako nie-rezydent!

Jednakże, po 5-ciu latach bycia rezydentem i złożeniu odpowiedniego wniosku, można stać się stałym rezydentem. Nabywa się wtedy prawa do (niezdefiniowanych w tym dokumencie) otrzymywania od rządu pomocy na takich samych prawach, jak obywatel UK. Ciekawe, jakiego typu jest to pomoc, bo do zasiłku i zapomóg prawo mam (odpukać, nie potrzebuje). Przychodzą mi do głowy negocjacje w przypadku porwania przez Talibow 🙂

Co daje bycie stałym rezydentem? Można ubiegać się o brytyjskie obywatelstwo. Po co? Po to samo, po co się ubiegałem wnioskując o bycie rezydentem. A na serio? Jak pewnego dnia (chociaż to jest mało prawdopodobne, technicznie niemożliwe, absurdalne i musiałoby się wiązać ze złamaniem chyba większości praw człowieka) ktoś się zdenerwuje i każe wszystkim obcym stąd spadać, może rezydentom się upiecze.

Co gdybym został obywatelem tego kraju? Poza satysfakcją? Ja wiem co, ale to odległa przyszłość, moje marzenia, plany i… nie temat na tego posta.

Pozdrawiam wszystkich

529 total views, 1 views today

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

CAPTCHA
Change the CAPTCHA codeSpeak the CAPTCHA code