Trzynastolatek mógł żyć…

Potrącony przez samochód chłopiec zmarł po serii błędów medycznych i organizacyjnych, które opóźniły ratującą życie operację mózgu aż o siedem godzin!

Jason Body (lat 13) przez 30 minut leżał na drodze w oczekiwani na karetkę, w objęciach oszalałych z przerażenia rodziców. A kiedy już pojawił się ambulans, jego załoga nie miała pojęcia, gdzie jest szpital. Gdy wreszcie dowieźli nastolatka na izbę przyjęć, 70 minut po wypadku, okazało się, że nie ma na miejscu lekarza, który mógłby wykonać i ocenić wyniki prześwietlenia mózgu.

Pracownicy szpitala spędzili kolejną bezcenną godzinę obdzwaniając oddziały neurologiczne w poszukiwaniu łóżka dla Jasona. Wreszcie znaleźli miejsce, ale wówczas szpital początkowo odmówił przyjęcia chłopca!

– W momencie, kiedy wzięli go na salę operacyjną było już za późno – szlocha niepełnosprawna matka Jasona, Lisa (lat 44). – Mój syn nie miał żadnych szans. Wierzę, że gdyby przywieziono go do szpitala na czas, nadal by żył.

Tragedia rodziny Body na tym jednak się nie skończyła. Niedługo po pogrzebie pogrążony w bólu ojciec chłopca William także zginął w wypadku – miał przy sobie prochy syna.

Koszmar przyszedł niespodziewanie. 23 października 2007 roku o godzinie 17.50 Jason wyszedł z autobusu prosto pod koła nadjeżdżającego samochodu, zaledwie 100 metrów od domu. Jeszcze pięć godzin wcześniej zadowolony z życia pozował z kolegami do zdjęć. Te fotografie miały stać się dla Lisy ostatnią pamiątką po synu.

– Jason leżał na drodze ze złamaną nogą, płakał z bólu –wspomina kobieta. – Powiedziałam mu: “Spokojnie, mamusia jest przy tobie, zaraz poczujesz się lepiej”. Ktoś wezwał pogotowie. Ale karetka przyjechała dopiero o 18:45. Byli z ośrodka oddalonego o 30 mil i nie potrafili znaleźć miejscowego szpitala. Potrzebna była pomoc policji.

W szpitalu Kettering General w Northants dostrzeżono uraz głowy u chłopca, ale na prześwietlenie musiał czekać do 20:30, ponieważ trzeba było ściągać z domu specjalistę. – Okazało się, że ma pękniętą czaszkę i krwawienie do mózgu. Wymagał natychmiastowego przeniesienia na specjalistyczny oddział neurochirurgiczny – opowiada Lisa. Potem jednak pracownicy szpitala przez kolejne bezcenne 45 minut postępowali zgodnie z wytycznymi biurokratycznego protokołu – wysyłali zdjęcie mózgu chłopca do neurochirurga w John Radcliffe Hospital w Oksfordzie, który miał potwierdzić, że Jason wymaga leczenia. O godzinie 21:40, prawie cztery godziny od wypadku, lekarze dostali zielone światło i pozwolenie na poszukiwanie miejsca dla młodego pacjenta na oddziale specjalistycznym. Szpital Addenbrooke w Cambridge miał wolne łóżko, ale odmówił przyjęcia nastolatka, dopóki personel nie spróbuje umieścić go w którejś z placówek w Londynie lub okolicach. – Na moich oczach walił się świat. Mój syn wymagał intensywnej opieki i operacji, a nikt nic nie robił. Lekarzom, starającym się skontaktować z innymi szpitalami odpowiadały automatyczne sekretarki. Po co to było? – mówi matka.

Na godzinę przed północą szpital Addenbrooke zgodził się przyjąć chłopca – znalazł się tam po półtorej godzinie, ale było już za późno. – Zmierzono ciśnienie w jego mózgu – było skrajnie wysokie – opowiada Lisa, która ma jeszcze dwójkę dzieci: 12-letnią Victorię i 3-letnią Katherine. – Lekarze powiedzieli nam, że nie ma nadziei. Zgodziliśmy się oddać jego narządy do przeszczepu. Wiem, że Jason tego chciał. Czekało już 15 chirurgów, ksiądz dokonał ostatniego namaszczenia.

– Jednak kiedy odłączyli do od respiratora, zaczął samodzielnie oddychać. Powiedzieli, że zaraz odejdzie, ale on walczył przez kolejne 17 dni. Puszczaliśmy mu jego ulubioną muzykę, mówiliśmy do niego. Nic to jednak nie dało. Tomograf wykazał, że połowa jego mózgu nie żyje. Chciałam, żeby już przestał się męczyć. Powiedziałam mu: “Wiem, że się boisz, ale musisz już zasnąć”.

Jason zmarł 10 listopada. W szpitalu nie pobrano jego organów. – To był jakiś kolejny błąd. A byłoby miło móc pomyśleć, że żyje nadal chociaż w ten sposób – wzdycha matka.

Cztery miesiące później straciła także męża Williama (lat 50). – Wyprowadził motor mówić, że zabiera Jasona na przejażdżkę. W kieszeni miał malutką urnę z jego prochami. Źle wszedł w zakręt. Gdyby Jason nie umarł, William także by żył – mówi Lisa.

Niedawno koroner Anne Pember wydała orzeczenie o przyczynie śmierci Jasona. W skrócie oznacza on, że nikt nie jest winny zaniedbań, ale z przebiegu wydarzeń należy wyciągnąć naukę, aby uniknąć podobnych tragedii. Załoga karetki z Towcdester przyznała, że zgubili się po drodze do wezwania i musieli korzystać z mapy. Twierdzili, że na miejsce dojechali o 18:21, to jednak zostało podważone przez zeznania świadków i policjantów.

Podczas rozprawy przed sądem koronera udowodniono także, że cenny czas uciekał pracownikom szpitala na poszukiwanie miejsca na oddziale specjalistycznym, ponieważ nie mieli bezpośredniego połączenia do konkretnych oddziałów w innych szpitalach. Pracownicy Addenbrooke twierdzili, że nie przypominają sobie próśb o przyjęcie chłopca tamtej nocy, chociaż później to zrobili. Carol Brooks Johnson z kancelarii adwokackiej Pannone LLP w Manchesterze mówi : – Z dużym prawdopodobieństwem można się spodziewać, że Lisa wytoczy proces cywilny.

– Zrobię wszystko, by coś takiego nie przytrafiło się już nigdy – deklaruje Lisa.

687 total views, 1 views today

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

CAPTCHA
Change the CAPTCHA codeSpeak the CAPTCHA code