Moja walka…

Każdy z czymś lub kimś walczy. Tylko nie zawsze zdajemy sobie z tego sprawę. Nie jestem wyjątkiem, także walczę. Staram się jednak tą walkę kontrolować, ukierunkować i doprowadzić do finalnego sukcesu.

Z czym walczę? Na pewno nie z rywalami na ringu, jak sugeruje zdjęcie tego posta. Nie. Walczę ze ze słabościami. Tymi fizycznymi i tymi psychicznymi.

Ostatni czwartek – pełna długość basenu pod wodą – 25 metrów. Bez skoku na główkę (nie wolno, a szkoda), po porostu z odbicia od ściany basenu. Nie walczę już, aby przepłynąć kilometr. Teraz walczę o czas tego kilometra. Zeszły czwartek był dobrym dniem – 37 minut 🙂

Niestety, jedną walkę przegrałem. W piątek. Z katarem. Chwilowy pass jeśli chodzi o pływanie i ćwiczenia.

Walczę także ze wspomnieniami, aby nie zapomnieć ani na moment o tym, co było złe, aby już nigdy nie powtórzyć błędów z przeszłości. I aby nawet na moment nie okazać słabości. Ktoś może spytać – skoro o tym piszę, to pewnie tęsknię za pokusami. Tak, czasami, przecież jestem człowiekiem. Ale to tylko chwile słabości. Wtedy zaczynam myśleć o moich “przyjaciołach” z przeszłości. Słabość wtedy szybko mija. Jak ręką odjął – gwarantuję 🙂

Poza tym – wszystko jest OK, tak więc na szczęście walka nie zajmuje mi dużo czasu 🙂 Może powinna? Sam nie wiem 🙂 A może nic nie powinienem zmieniać za wyjątkiem nazwy czynności? Zamiast “walka” powinno być “sprawianie sobie satysfakcji”?

Zobaczymy. Czas pokaże. Tak czy siak, chociaż mogłoby być lepiej, to jednak cieszę się, że jest jak jest. Bo jest OK.

PS. Jak mawiał wojak Szwejk:

“Jak bywało, tak bywało, ale jeszcze nigdy tak nie bywało, aby jakoś nie bywało”. :-)))

652 total views, 1 views today

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

CAPTCHA
Change the CAPTCHA codeSpeak the CAPTCHA code